sobota, 18 czerwca 2011

Obcy 8 pasazer Nostromo

Obcy 8 - pasażer Nostromo Autorem artykułu jest kuchar

Wyświechtany frazes, że dobre filmy się nie starzeją okazał się prawdziwy. Ponad 30 lat po premierze filmu „Obcy – 8 pasażer Nostromo” oglądałem ten film z ogromną przyjemnością. To jest świetne kino, w chwili obecnej tak samo młode, jak w momencie powstania."text-align: justify;">Jeżeli ktoś nie widział, to oczywiście – musi zobaczyć. Nawet jeżeli nie przepada za science fiction. „Obcy” jest dziełem na tyle udanym, że zadowoli każdego kinomaniaka. W 2002 roku Biblioteka Kongresu USA zdecydowała się włączyć ten tytuł w zbiór dziedzictwa narodowego i objąć szczególną ochroną. Całkiem nieźle jak na historię o potworach i statkach kosmicznych. "text-align: justify;">Bez spłycania i bez pogłębiania,  „Obcy” to niesamowity film grozy</strong> osadzony w estetyce sf. Takiej dawki tak świetnie stopniowanego napięcia dawno nie otrzymałem. Tym bardziej, że współczesne kino do absurdu doprowadziło zasadę Hitchcocka i historia musi się zaczynać zniszczeniem świata, a później napięcie rośnie. W „8 pasażerze Nostromo” znajdziemy głębię stopniowo budowanego nastroju. Na początku jest nudno, nic specjalnego się nie dzieje, nie wiadomo nawet kto tu jest głównym bohaterem. Rutyna codzienności na kosmicznym holowniku powracającym z długiej wyprawy.
Klimat jest budowany bez pośpiechu, narasta jak złowrogi warkot, jak coraz dłuższy cień kładący się na otoczeniu. Oglądając to miałem wrażenie, iż współczesnym twórcom brak odwagi na zrobienie czegoś takiego. Są niewolnikami kapitału. Dynamikę fabuły konstruują zgodnie z zaleceniami marketingowców. Opowiadane przez nich historie bywają dobre, a nawet bardzo dobre, jednak cechuje je jednostajność, wpisana w ich strukturę jednolitość.<


W „Obcym” widz ma mnóstwo czasu, żeby oswoić się z otoczeniem. Co jest tym bardziej istotne, że jest ono mistrzowsko zaprojektowane. Sam wygląd wnętrz wzbudza niepokój, zapowiada coś złego. Obcy, wypoczwarzony wprost z wyobraźni , jest monstrum, które dopełnia tego obrazu.</p>
Gdzieś tam, w zimnej, bezlitosnej otchłani rozegrał się koszmar. Upływ czasu nic nie zmienił –  historiajest tak samo przerażająca, jak w 1979.

---
 
Zapraszam na mój blog o tematyce filmowej


http://waszafilmoteka.blogspot.com/


Artykuł pochodzi z serwisu <a href="http://artelis.pl/">www.Artelis.pl</a>

G. Wright "Romper Stomper"

Prowokacyjny, niebezpieczny, intensywnie konfrontacyjny
Autorem artykułu jest Natalia Julia Nowak

Recenzja australijskiego dramatu sensacyjnego "Romper Stomper" w reżyserii Geoffreya Wrighta. "RS" to film o skinheadach, rasizmie, biedzie i frustracji. “Romper Stomper” to australijski dramat sensacyjny, nakręcony w 1992 roku przez Geoffreya Wrighta. Dzieło, trwające ponad 90 minut, porusza problemy społeczne i obyczajowe, a jednym z grających w nim aktorów jest Russell Crowe. Oprócz popularnego Russella, w “Romper…” występują m.in. Jacqueline McKenzie oraz Daniel Pollock (niestety, ten ostatni nie dożył premiery filmu, ponieważ popełnił samobójstwo). Dramat “Romper Stomper” opowiada o grupie australijskich neonazistów, którzy, działając w gangu prowadzonym przez niejakiego Hando, terroryzują swoje rodzinne miasto, a zwłaszcza żółtoskórych imigrantów z Wietnamu. Tłem wydarzeń jest uboga, szara, brudna, ponura i pozbawiona perspektyw dzielnica Melbourne: przed oczami widza rozpościera się obraz nędzy i rozpaczy. Główni bohaterowie - biedni, sfrustrowani i pozbawieni jakiegokolwiek zajęcia - topią swoje zmartwienia w alkoholu oraz “umilają” sobie czas kradzieżami, rozbojami i atakami na Wietnamczyków.  Do bandy Hando należą brutalni mężczyźni, puszczalskie kobiety, a nawet jeden dzieciak. Towarzystwo jest agresywne, wulgarne, złośliwe i niepogodzone z losem, a swoją rasistowską ideologię traktuje w sposób niezwykle powierzchowny (widząc w niej bardziej usprawiedliwienie dla przemocy niż określony system światopoglądowy). W gruncie rzeczy, tylko Hando - czytelnik hitlerowskiego “Mein Kampf” - wierzy w to, co głosi. Neonaziści żyją z dnia na dzień, nie mają żadnych planów na przyszłość, dokuczają sobie nawzajem i nieustannie demonstrują swoją siłę. Chlubią się posiadaniem białej skóry, albowiem nie mają innych powodów do dumy.  W to złe towarzystwo wpada młodziutka Gabe - dziewczyna bogata, ale wcale nie szczęśliwa. Młoda dama ciągle zmienia miejsce zamieszkania, a co za tym idzie: szkołę i środowisko rówieśnicze. Ponadto, cierpi na epilepsję i jest półsierotą - jej matka zginęła w wypadku samochodowym, zaś ojciec ją molestuje. Dziewczyna zostaje kochanką rasisty Hando, jednak przypada do gustu również innemu skinheadowi, Davey’emu.<br /><br />Wkrótce okaże się, że z Hando łączy bohaterkę seks, ale z Davey’im - uczucie platoniczne. Niestety, nieporozumienia między mężczyznami i szereg sensacyjnych wydarzeń doprowadzą pod koniec dzieła do tragedii. Po zaciętej bitwie z Wietnamczykami, obrabowaniu ojca Gabe, starciu z policją i wyjeździe z Melbourne nadejdzie wielki finał działalności australijskich neonazistów. Zanim jednak to nastąpi, wielokrotnie poleje się krew. “Romper Stomper” to film o charakterze pedagogiczno-socjologicznym. Ukazuje on bowiem problem społeczny, który występuje w Australii, a także w wielu innych krajach - biedę i beznadzieję, popychające młodych ludzi do udziału w agresywnych subkulturach i działalności niezgodnej z prawem. Poza tym, zwraca uwagę na dramat (psychiczne cierpienie) takich osób jak Gabe: zamożnych, zadbanych, ale pozbawionych rodzinnego ciepła, zakompleksionych i kazirodczo molestowanych przez krewnych. Film Geoffreya Wrighta jest jakby apelem do społeczeństwa, wezwaniem do zainteresowania się problemem rodzących patologię slumsów. “Romper Stomper” porusza również temat rasizmu, udowadnia, że nienawiść do osób o innym kolorze skóry może prowadzić do przemocy. A skoro do przemocy, to także do zemsty ze strony prześladowanych i zastraszanych mniejszości etnicznych. Co więcej, dramat stanowi przestrogę dla młodzieży - ostrzega przed uczestnictwem w agresywnych subkulturach, pokazuje możliwe skutki takiego stylu życia, zachęca do szukania pomocy u specjalistów, a nie w szemranym towarzystwie. Bardzo to piękne, ale naiwne. Dlaczego naiwne? Ponieważ skutek, osiągnięty przez “Romper Stomper”, jest odwrotny od zamierzonego. Jak podaje polskojęzyczna Wikipedia, dramat <em>“w założeniu miał mieć antynazistowski charakter, ostatecznie stał się jednak kultowym filmem w środowisku skinheadów”.</em> To prawda. Mam w Internecie skinheadowskich znajomych i mogę zapewnić, że oni lubują się w “Romper Stomper”. Oglądając film Wrighta, nie odczuwają wstydu i nie zastanawiają się nad zmianą poglądów - przeciwnie, jeszcze bardziej się “nakręcają”. O popularności produkcji w środowisku skinów świadczy również fakt, że jej fragmenty bywają wykorzystywane w amatorskich teledyskach dorabianych do rasistowskich piosenek. O, reżyserze! O, nieszczęsny! Chciałeś potępić skinheadów, a zrobiłeś im darmową reklamę! Zamiast osłabić swojego wroga, znacznie go wzmocniłeś! Po co było wydawać tyle pieniędzy i wkładać tyle wysiłku w tworzenie “Romper Stomper”? Wszak bardziej zaszkodziłbyś skinom, gdybyś w ogóle nie nakręcił tego dramatu! Jak widać, nawet dobry i ambitny film może być epicką klęską (epic fail) reżysera. Jeśli Czytelnicy chcą, to niech obejrzą dzieło Geoffreya Wrighta i zobaczą, jak wiele pracy poszło na marne. Niech obejrzą - tym bardziej, że “Romper…” jest bardzo udany, posiada wartką akcję i skłania do poważnych refleksji. Oczywiście, trudno uznać tę produkcję za powalające na kolana arcydzieło, jednak trzeba przyznać, iż jest ona głębsza i inteligentniejsza od większości tego typu filmów. To pewnie dlatego, że powstała w Australii, czyli z daleka od Hollywood. Oraz dlatego, że - zgodnie z zapowiedzią zawartą w jednym ze zwiastunów - miała być <em>“najbardziej prowokacyjnym, niebezpiecznym, intensywnie konfrontacyjnym filmem roku”</em> (w domyśle: 1992 roku).
Natalia Julia Nowak,<br />29-30 maja 2011 r.
Zapomniałam wspomnieć, że w “Romper Stomper” ogromną rolę odgrywa muzyka. Są to głównie piosenki z nurtu Oi! (podgatunku szeroko pojętego rocka skinheadowskiego).

---

Natalia Julia Nowak


Artykuł pochodzi z serwisu <a href="http://artelis.pl/">www.Artelis.pl</a>

O. Hirschbiegel "Upadek"

Nie płakałam po Hitlerze!
<p>Autorem artykułu jest Natalia Julia Nowak

Recenzja interesującego, acz kontrowersyjnego dramatu biograficznego pt. "Upadek". Film ukazuje ostatnie kilkanaście dni życia Adolfa Hitlera i jego najbliższych współpracowników.
<p>Nakręcony w 2004 roku film “Der Untergang” - “Upadek“, będący biograficznym dramatem wojennym, to dzieło niezwykle ciekawe, a zarazem niezwykle kontrowersyjne. Film stanowi adaptację książki “Inside Hitler’s Bunker” J. Festa i “Z Hitlerem do końca” T. Junge (pani Junge była osobistą sekretarką nazistowskiego dyktatora, towarzyszącą mu w bunkrze i obserwującą dramatyczne wydarzenia z 1945 roku). Tematyka “Upadku” obraca się wokół ostatnich kilkunastu dni życia Adolfa Hitlera i jego bliskich współpracowników. “Der Untergang” rozpoczyna się krótką wypowiedzią prawdziwej T. Junge, która - z perspektywy kilkudziesięciu lat - wspomina i ocenia swoją pracę dla przywódcy III Rzeszy. Potem mamy już fabularną rekonstrukcję wspomnień sekretarki Hitlera: razem z Junge obserwujemy to, co się dzieje w bunkrze fuhrera. A dzieje się dużo, zwłaszcza w psychikach głównych bohaterów. Naziści wiedzą bowiem, iż przegrywają wojnę, ale podchodzą do tej sprawy na wiele sposobów. Część hitlerowców ocenia swoją sytuację realistyczne - ci Niemcy są świadomi, że nie zdołają pokonać aliantów i że mogą walczyć już tylko o ocalenie własnych żyć. Inni, tacy jak Eva Braun czy sam Adolf Hitler, mydlą sobie oczy, próbują wierzyć, iż liczne porażki mają charakter przejściowy. Są też tacy, którzy - wbrew wszelkim znakom na niebie i ziemi - bezkrytycznie wierzą w zwycięstwo, epatują wojennym entuzjazmem i ostro krytykują defetyzm. Wraz z upływem czasu, kiedy radziecka ekspansja na Rzeszę postępuje, bohaterowie stają się coraz bardziej pesymistyczni. Spisują testamenty, myślą o swoich rodzinach, lamentują, podsumowują własne dokonania, snują refleksje na temat odchodzenia z honorem i przyszłości świata. O ile wcześniej namawiali Hitlera do wyjazdu z Berlina, o tyle teraz - kiedy nazistowski wódz postanowił pozostać w bunkrze - decydują, czy uciec ze stolicy, czy zginąć razem z fuhrerem. Naturalnie, rodzi to wiele dylematów, gdyż postacie mają różne hierarchie wartości i rozmaicie podchodzą do życia oraz śmierci. Dookoła szaleje wojna, mieszkańcy Berlina ostatkiem sił bronią swojego miasta przed Rosjanami, chociaż nie mają już żadnych szans na sukces. Ciągle ktoś ginie i odnosi rany, zdarzają się nawet samobójstwa i zabójstwa na życzenie ofiar. Nieustannie pojawiają się pytania o honor, patriotyzm i lojalność wobec zwierzchników, jednak brakuje na nie jednoznacznych odpowiedzi. Berlin jest zrujnowany, żołnierzy ubywa, natomiast dowódcy pomału tracą wiarę w możliwość zwycięstwa .Jak już wspomniałam, “Der Untergang” - “Upadek” to film kontrowersyjny. Z jednej strony, jest on bardzo poruszający i głęboki pod względem psychologicznym, ukazuje nazistów nie jako puste, głupie, żądne krwi bestie, tylko jako ludzi obdarzonych uczuciami i wyznających określone wartości. Z drugiej strony, stanowi on pewną manipulację, gdyż gra na emocjach odbiorców i zachęca do solidaryzowania się z hitlerowcami. Istne pranie mózgu i ogłupianie widzów, zwłaszcza tych, którzy nie doświadczyli okrucieństw II wojny światowej. W dramacie “Upadek” naziści zostali przedstawieni jako istoty całkiem sympatyczne, zasługujące na współczucie, kochające i zatroskane o swoich bliźnich. Moim zdaniem, taki obraz hitlerowców jest niebezpieczny, ponieważ skłania odbiorców do litowania się nad katami, a przemilcza ich zbrodnie i niegodziwości. “Der Untergang” ukazuje historię w sposób stronniczy i niesprawiedliwy, prezentuje fakty wyłącznie z punktu popleczników Adolfa Hitlera, koncentruje się na ich zaletach lub pseudozaletach, ukrywa zaś ponurą prawdę o zbrodniczej działalności tej formacji politycznej. Z filmu “Upadek” wyłania się obraz fuhrera jako nieszczęśliwej, zagubionej, chorej psychicznie jednostki, która nie wie, o czym właściwie mówi i czego żąda od swoich podwładnych. Hitler przypomina TragiKomicznego arlekina, istotę groteskową - śmieszną i wzruszającą jednocześnie. Jest kruchy i słabiutki niczym staruszek, albowiem stres spowodowany niepowodzeniami i zbliżającą się klęską odbiera mu zdrowie oraz przygniata go jak Hugo-Wie-Jakie-Brzemię. Oglądając “Der Untergang”, odbiorca ma wrażenie, że reżyser próbuje za wszelką cenę usprawiedliwić przywódcę III Rzeszy, a z jego popleczników zrobić wrażliwych ludzi z zasadami. Twórca filmu chętnie pokazuje płaczących nazistów, nie zaś osoby, które płakały przez nich (chociażby w Auschwitz-Birkeneu). Oczywiście, nie zmienia to faktu, iż “Upadek” - jako produkcja filmowa - jest bardzo udany i interesujący. Dramat sam w sobie jest dobry, miło się go ogląda, aczkolwiek po jego obejrzeniu myślący widz ma poczucie zlasowania mózgu. W niniejszej recenzji nie chodzi o krytykowanie sprawnie nakręconego filmu, tylko o przewidywanie skutków, jakie może on wywołać. Jeszcze jedna taka produkcja, jeszcze jedna wzmianka o “polskich obozach koncentracyjnych” w zachodnich mediach, a światowa opinia publiczna naprawdę uwierzy w “szlachetność” i “niewinność” hitlerowców oraz zrzuci niemiecką winę na Polaków. Bardzo mnie to niepokoi, ponieważ jest to fałszowanie historii, połączone z wybielaniem zbrodniarzy i zniesławianiem osób niewinnych. Nie chcę, żeby społeczeństwo patrzyło na Adolfa Hitlera i jego współpracowników przez pryzmat “Der Untergang”. Po prostu nie chcę i już.  Czy polecam “Upadek” swoim Czytelnikom? I tak, i nie. “Der Untergang”, jako dzieło filmowe, jest rewelacyjny oraz godny uwagi. Ale jako nośnik treści historycznych jest groźny i - na dłuższą metę - bezwartościowy. Nie mam możliwości, aby zabronić Czytelnikom obejrzenia omawianej produkcji. Mogę ich jedynie poprosić, by obcowali z tym dramatem ostrożnie i nie przyjmowali wizji reżysera jako “jedynej słusznej”.
Natalia Julia Nowak, 2 czerwca 2011 roku
Natalia Julia Nowak

Artykuł pochodzi z serwisu <a href="http://artelis.pl/">www.Artelis.pl

Bugajski "Przesłuchanie"

Autorem artykułu jest Natalia Julia Nowak

Recenzja wstrząsającego dramatu historycznego "Przesłuchanie" w reż. Ryszarda Bugajskiego. Film, nakręcony w stanie wojennym, ukazuje losy Antoniny Dziwisz, ofiary stalinowskiej bezpieki. Film, który ma własną historię Dramat historyczny “Przesłuchanie”, nakręcony przez Ryszarda Bugajskiego, to jedno z tych dzieł artystycznych, które nie tylko opowiadają jakąś historię, ale również posiadają swoje własne dzieje. Film został nakręcony w 1982 roku, czyli w czasach, kiedy w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej trwał jeszcze stan wojenny (ten, jak wiemy, został zawieszony 31 grudnia ‘82 r. i zniesiony 22 lipca ‘83). “Przesłuchanie” aż do końca PRL było tzw. półkownikiem, czyli filmem zatrzymanym przez cenzurę i zmuszonym do “leżenia na półce”. Jak podaje portal Filmweb.pl, dramat Bugajskiego został nazwany przez władze “najbardziej antykomunistycznym filmem w historii PRL” i stał się pretekstem do zlikwidowania zespołu “X” Andrzeja Wajdy.  Tonia Dziwisz Bohaterką “Przesłuchania”, graną przez Krystynę Jandę, jest dwudziestokilkuletnia Antonina “Tonia” Dziwisz - kabareciarka, średnio ambitna i średnio wybitna, ale posiadająca grono wielbicieli i wysokie mniemanie o swojej sztuce. Tonia od samego początku daje nam się poznać jako osoba z jednej strony gwałtowna i mająca problem z opanowaniem emocji, a z drugiej - uparta, bezczelna i pragnąca mieć ostatnie słowo. Pewnej nocy kobieta staje się ofiarą podstępu dwóch agentów Urzędu Bezpieczeństwa: zostaje upojona alkoholem i przewieziona do więzienia UB. Antonina jeszcze przed wytrzeźwieniem zostaje niegodnie przeszukana i wtrącona do zatłoczonej celi.<br /><br /><br /><strong>Naiwna i jeszcze trochę dziecinna</strong><br /><br />W końcu bohaterka odzyskuje przytomność i częściowo uświadamia sobie, co ją spotkało. Wie, że jest uwięziona, ale nie zdaje sobie sprawy z tego, w jak poważnej sytuacji się znalazła. Tonia, przez swoją niewiedzę, zachowuje się wręcz naiwnie - bardzo się bulwersuje, nieustannie przypomina o swojej niewinności oraz chce wyjść na wolność przed wieczorem, albowiem ma zaplanowany kolejny występ. Młoda kobieta (jeszcze nieco dziecinna, a poza tym mająca cechy artystki, której woda sodowa uderzyła do głowy) do wszystkich ludzi odnosi się z ogromną życzliwością, wylewnością i ufnością, zapominając o ostrożności i powściągliwości. Te cechy, w połączeniu ze wspomnianą wcześniej gwałtownością i bezczelnością, będą miały duże znaczenie podczas jej przesłuchań.Proces pokazowy i fałszywe zeznaniaAntonina Dziwisz została zatrzymana w związku z pokazowym procesem majora Olchy - żołnierza Armii Krajowej, którego komuniści pragną zgładzić za rzekomą działalność na szkodę Polski Ludowej. Aby wyrok śmierci mógł zapaść, potrzebni są fałszywi świadkowie i fałszywe zeznania obciążające oficera. Jednym z takich świadków ma być Tonia - osoba znająca Olchę osobiście. Funkcjonariusze UB próbują zmusić kobietę do wyjawienia wszelkich informacji na temat majora oraz do podpisania spreparowanych zeznań. Ponieważ Antonina nie chce tego uczynić, ubecy sięgają po szantaż i tortury. Bohaterka nawet w tak ekstremalnych warunkach jest uparta i bezczelna, co gniewa jej oprawców i skłania ich do sięgania po coraz drastyczniejsze środki. Film historyczny, polityczny, czy psychologiczny? Film “Przesłuchanie” jest powszechnie uważany za dramat historyczny i polityczny, jednak ja dostrzegam w nim coś więcej. Według mnie, to dzieło ma charakter psychologiczny. Tak naprawdę, w filmie Ryszarda Bugajskiego niewiele się mówi o sprawach politycznych, społecznych i gospodarczych - owszem, te kwestie się pojawiają, ale na pierwszym planie jest zdecydowanie Tonia i jej osobowość. To Antonina, nie sprawa majora Olchy, znajduje się w centrum zainteresowania reżysera (a co za tym idzie: widza). Twórca dramatu nie podaje nam zbyt wielu szczegółów dotyczących procesu, woli pokazywać Tonię w różnych sytuacjach i na różnych etapach śledztwa. Chce, byśmy obserwowali, jak zmienia się charakter katowanego i upokarzanego człowieka. To jest w filmie najistotniejsze. Obiektywizm i neutralność W “Przesłuchaniu” - oprócz wspomnianego wyżej psychologizmu - zainteresowała mnie jeszcze jedna rzecz. Otóż sposób, w jaki zaprezentowano poszczególne wydarzenia, ma w sobie coś z reportażu. Reżyser jest stuprocentowo obiektywny, bezstronny, neutralny i niezaangażowany - nie stosuje żadnych środków (werbalnych bądź niewerbalnych), które stanowiłyby komentarz do przedstawianych na ekranie zdarzeń. Film nie jest ani trochę moralistyczny, nie pokazuje żadnej z postaci ani w negatywnym, ani w pozytywnym świetle. Tutaj nikt, dosłownie nikt nie jest osądzany: ani Tonia, ani jej oprawcy, ani koleżanki z celi, wywodzące się z różnych środowisk i wyznające rozmaite wartości.Czy to behawioryzm?  Reżyser, a wraz z nim widz, jest obiektywnym obserwatorem, nie biorącym udziału w wydarzeniach - przypomina właśnie psychologa lub socjologa, śledzącego w celach badawczych ludzkie zachowanie. Czy to behawioryzm? Całkiem możliwe. W dramacie Ryszarda Bugajskiego mamy do czynienia z rzeczową, rzetelną, suchą, zimną i spokojną prezentacją faktów - ale to jest zaletą tego dzieła. Właśnie taki powinien być reportaż (a “Przesłuchanie” chyba częściowo nawiązuje do tego gatunku dziennikarskiego, gdyż w okresie stalinizmu naprawdę zdarzały się nieuzasadnione aresztowania, pokazowe procesy i brutalne tortury). <br /><br /><br /><strong>Nie podpisywać rzeczy oczywistych</strong> <br /><br />Ciekawe, że chociaż historia Antoniny Dziwisz jest przedstawiona w tak neutralny i bezstronny sposób, to cała opowieść mocno potrząsa odbiorcą. Fakt, iż “Przesłuchanie” stanowi dzieło wstrząsające i przygnębiające, nie wynika z jego formy, ale z treści. Treść jest bowiem tak straszna, że człowiek uświadamia sobie jej grozę samodzielnie, bez podpowiedzi reżysera. Widzowi nie trzeba tłumaczyć, iż los Toni jest okrutny i niesprawiedliwy - to po prostu widać gołym okiem. W dramacie Bugajskiego nie ma odautorskich komentarzy, gdyż są one całkowicie zbędne. Po cóż, za pomocą jakichkolwiek środków, wyjaśniać odbiorcy, co się dzieje w filmowym świecie, skoro jest to jasne i jednoznaczne (przypomina mi się tutaj kolejna zasada, tym razem stosowana przez twórców fotoreportaży: nie podpisywać rzeczy oczywistych)? <br /><br /><br /><strong>Jedyna wada filmu - wątek romansowy</strong><br /><br />Czy w filmie “Przesłuchanie” jest coś, co mi się nie podoba? Niestety, tak, ale przecież ideały nie istnieją. Elementem filmu, który nie przypadł mi do gustu, jest pojawiający się w środku dzieła wątek romansowy (kto oglądał dramat, ten wie, o co chodzi, a kto nie oglądał, niech nadrobi tę zaległość). Wątek, o którym mowa, jest naciągany, wymuszony, wciśnięty do fabuły jakby na siłę i zupełnie niepotrzebny. Nie mam pojęcia, co on w “Przesłuchaniu” robi - czy jest prowokacją artystyczną, próbą uczynienia dramatu bardziej pikantnym, czy zwykłym błędem w scenariuszu. A może chodzi w nim o to, żeby pogmatwać losy Antoniny i wprowadzić do filmu pewne urozmaicenie (no, bo miłość, ciąża, poród…)? Nie wiem. Uważam jednak, iż wątek romansowy wyskakuje jak filip z konopi, głupio się zaczyna i głupio kończy, rozwija się bardzo słabo i - poza dzieckiem - niczego do dzieła nie wnosi. Na szczęście, jest on chyba jedyną wadą filmu. Reasumując: “Przesłuchanie” to bardzo dobry, ambitny i poruszający film, który ukazuje człowieka i jego zmieniającą się osobowość na tle trudnego okresu dziejowego (stalinizm, pierwsza połowa lat ’50 XX wieku). Jeśli nie liczyć zbędnego wątku miłosnego, jest on niezwykle udany i świetnie zrealizowany. W dramacie Ryszarda Bugajskiego istnieje psychologiczna głębia, jednak trzeba ją samodzielnie dostrzec, ponieważ reżyser niczego widzowi nie podpowiada. Polecam “Przesłuchanie” jako dzieło historyczne oraz ciekawe studium ludzkiej psychiki, degradowanej przez trudne warunki więzienne i okrucieństwo funkcjonariuszy stalinowskiej bezpieki.
Natalia Julia Nowak,<br />10 czerwca 2011 roku</strong><br /><br /></p>
---
    <p><p>Natalia Julia Nowak</p></p>

Artykuł pochodzi z serwisu <a href="http://artelis.pl/">www.Artelis.pl</a>